poniedziałek, 24 grudnia 2012

Podziękowania

No hej. 
Ough. Pewnie kilka osób nie przeczyta z was tej notki, ale czemu tu się dziwic! Świeta są! Urodziny Louisa! Mieszanka wybuchowa panuje w moim domu. Wszyscy po mnie wrzeszczą, że mam sprzątac, ale mi się nie chce <lol2> . Najchętniej usiadłabym przed choinką i rozszarpała te wszystkie rzeczy które leżą pod nią i są zaadresowane do mnie, a jest ich troszeczkę sporo. Cóż czemu tu się dziwic - 10 osób w moim domu już lata, a ma jeszcze przyjechac wujek, ciotka i kuzynka. Podsumowując - 13 osób. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że pod tą dzisiejszą notką chciałabym podziękowac dosłownie każdemu! Każdemu kto mnie schejtował, bo w sumie dzięki komu się zastanawiałam nad sensem opowiadania? Dziękuje za każdy komentarz, wsparcie, bo ono jest najważniejsze. Komentarzami motywujecie mnie do kolejnej notki - a to troszeczkę ważne. Z całego serduszka dziękuje za 7,634 wyświetleń ! 
To naprawdę dużo dla mnie znaczy! Wiem, że czytacie moje opowiadania, zaglądacie tutaj codziennie praktycznie! Chciałabym was wszystkich przytulic z całego serca, chociaż to niestety niemożliwe ;< A bardzo bym tego chciała... No ale cóż. Pozostaje mi cieszyc się z tego, że ze mną byliście i we mnie wierzycliście ♥.
Chciałabym oprócz tego złożyc wam życzenia świąteczne;

 Piękny dzień Bożego Narodzenia już blisko, mogę Ci życzyć tylko szczerze,
 Pięknych momentów i chwil wśród rodziny w tę Wieczerzę,
 Wszystkiego w blasku, złocie i czerwieni,
 Niech nowy nadchodzący rok, będzie dla Ciebie pełen nadziei,
 Oby spełniło się nie jedno a wiele Twoich marzeń,
 Wszystkiego najlepszego i mnóstwa wrażeń!
Oraz przede wszystkim - spotkania One Direction w przyszłości, a nawet wyjścia za mąż z nimi ;)


Dodac chce równierz, że to nie koniec mojej twórczości!
Tutaj możecie mnie śledzic; 
Jeżeli chcecie byc informowani o notkach na tych blogach napiszcie pod tym postem swojego twittera bądz numer gg :)

Równierz chce wyjaśnic zamieszanie z Livią i Niallem. 
Cóż. Faktycznie, nie dodałam w epilogu jak to Livia powiedziała Niallowi. Postanowiłam, że zostawie was w niepewności. ^.^
No, a teraz mykam pomagac rodzicom w kuchni i sprzątaniu!! ;3 Jeszcze raz Wesołych Świąt!

Na tt trwa akcja; #HappyBirthdayBooBearFromPoland ;)
Pa! ;3 Kocham Was !










sobota, 22 grudnia 2012

Epilog

No to mamy finał. W poniedziałek dodam osobną notkę. Napiszcie pod tą notką kto czyta moje inne blogi (szczególnie napiszcie który) i czy wam przypadł równierz do gustu. 

EPILOG

rok później

"The comes a time that every bird has to fly
At some point every rose has to die" ~ We Cry, The Script

Czy warto życ?
Takie pytanie błądziło po mojej głowie przez dobre dwa miesiące.
Od tamtej tragedii nie widziałem się z zespołem, a tym bardziej z Livią. Nie miałem ochoty z nimi poruszac tego tematu. Wyjechałem ponownie do Mullingar gdzie wszystko przemyślałem. Miesiąc później podpisałem papierki dotyczące odejścia z zespołu. Potem czepiali się mnie jeszcze reporterzy którzy nie mieli najmniejszej ochoty zejśc z mojego trawnika. Wszyscy wypytywali dlaczego nie jestem już widywany w towarzystwie pani Andre. Mówiło się wówczas, że zerwałem z Livią bo urodziła się Hayley. Później dowiedzieli się, że dziewczynka nie jest moją córką. Ostatecznie potwierdzono, że Hayley należy do Harrego i Livi. Wtedy wybuchł skandal. Fani znienawidzili Stylsa, podobno na koncertach został obrzucany przez fanów pomidorami, kubkami z colą bądz innymi przedmiotami przez które kończono show. Później One Direction zrobiło znowu przerwę i od tamtej pory w ogóle o nich nie słyszałem. Nawet i dobrze. Nie miałem ochoty miec z nimi czegokolwiek wspólnego. Wszyscy do okoła mnie ranili. Od samego poczatku.
Dzisiejszego dnia miałem iśc do pracy którą wujek obiecał mi dac.
Nałożywszy szary sweter wyszedłem z domu kierując się ku cukierni. Na głowę nałożyłem kaptur, poprawiłem plecak i włożyłem do uszu słuchawki zatapiając się w melodi The Script – We Cry.

Man you wanna see this kid he was so fuckin' unreal
When he gets that call, he's too far-gone
Can't get it together to sing one song
And they won't hear tonight, the words of a lullaby...

Kiedy zdążyłem dojśc do cukierni z nieba spadł deszcz powodując tym samym uśmiech na mojej twarzy. Sam nie wiem dlaczego cieszyłem się z deszczu. Może dlatego, że przypominał łzy. Słone, bolesne łzy.
Ubrałem na siebie czarny fartuch i zabrałem się do pracy.

The comes a time that every bird has to fly
At some point every rose has to die
It's hard to let your children go, leave home, where they go, who knows?


Słabe światło padło na moją twarz pełną bólu, cierpienia oraz wspomnień. Otarłem się o ceglany mur zaplecza ciastkarni przypominając sobie wszystko co było związane z One Direction. Doskonale wiedziałem jakie to przykre jest dla mnie, ale nie potrafiłem się powstrzymac od przejżenia wszystkich zdjęc które znajdowały się w moim telefonie. Nie byłem w stanie nacisnąc klawisza "usuń wszystko". Bo to tak, jakby usunąc wszystkie szczęśliwe zdarzenia.
Schowałem twarz w kolanach. Łzy cisneły mi się do oczu. W końcu wybuchłem cichym szloachem.

Together We Cry
Together We Cry
Together We Cry
Together We Cry

Uśmiechnąłem się słabo do wujka który przyglądał mi się z zaciekawieniem. Podnosiłem się z zimnej posadzki i otarłem policzki oraz oczy wracając do wnętrza cukierni.
Ludzie w niej znajdujący się podnieśli na mnie wzrok. Wiedzieli dokładnie, że tu pracuje, bo brukowce nie dawały mi najmniejszego spokoju. Jęknąłem cicho po czym zabrałem sie za obsługę pierwszej klientki. Wszystkie były takie same – prosiły o autograf, zdjęcie, nie zgadzałem się. Jestem teraz zwykłym nastolatkiem. Nie ma już Niall'a Horan'a z One Direction.
Przede wszystkim jestem teraz wolny.

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 20

Dobra, teraz to jest już ostatni rozdział. Piosenka którą słuchałam dała mi do zrozumienia, że tego bloga powinnam o wiele lepiej skończyc. I chyba mi się uda.


20) Hayley


Nakładając na siebie czarną, satynową marynarkę myślałem tylko o Livi która siedziała z Lucy w domu. Cóż 9 miesiąc ciąży to nie lada wyzwanie dla takiej dziewczyny. Tak, tak. Niall Horan będzie tatusiem!
One Direction na estradzie jest już dobre pięc lat i nie ma zamiaru się jeszcze rozpaśc. Zdążylismy nagrac jeszcze trzy inne płyty które jak się okazało, zdobyły łącznie sto sześćdziesiąt dziewięc platyn. W obecnej chwili kończymy trase koncertową. Ostatni koncert w Londynie. Ostatnia piosenka. I w końcu do domu i odpoczynek przez trzy miesiące. Żadnych wywiadów, żadnych koncertów, żadnych prac nad nową płytą. Tylko ja, Livia i nasza mała Hayley która miała urodzic się lada chwila.
Zabierając mikrofon poczułem wibracje telefonu który znajdował się w spodniach od garnituru. Poczułem ogromną gulę w gardlę którą ciężko było mi przełknąc. Nieznany numer.
-Hallo? -Po drugiej stronie przez chwilę rozległ się krzyk. Cholera. 
-Kurwa, ja pierdole, Horan zabije cię za to co mi zrobiłeś!- Livia wydarła mi się do ucha przez co skwasiłem się. -Co się dzieje? - spytałem opanowany zapinając ostatni guzik marynrki

-Jezu, Niall. Livia rodzi. Ruszaj dupe i przyjeżdżaj do szpitala. - tym razem była to Lucy która jak najwyraźniej starała uspokoic się Livię która wrzeszczała jak opętana, dziewczyna rozłączyła się pozostawiając mnie samego jak palec.
Louis podszedł do mnie, że mam się pośpieszyc kiedy nawet nie umiałem się ruszyc z miejsca a dopiero cokolwiek zaśpiewac! Moja dziewczyna rodzi! Miałem ochotę rzucic wszystko i uciec jak najszybciej do szpitala, ale wiedziałem, że to nie możliwe, dlatego wydukałem cicho Tomlinsonowi to czego się dowiedziałem. Ten idiota zaczął skakac jak szalony i w ciągu dwóch sekund wszyscy wszystko wiedzieli. Zaczeli mi gratulowac, chociaż sam do końca nie miałem pojęcia co przed chwilą zaszło. Kiedy Harry popchnął mnie w stronę sceny zorientowałem się, że musimy zaśpiewac ostatnią piosenkę i udac się do szpitala w którym czeka na mnie Livia. 

Chłopaki obiecali, że gdy tylko skończy sie koncert pojedziemy tam całą piątką.
-Dobra, to teraz na szybko. - kiedy weszliśmy na scenę Liam zaczął swoją krótką przemowę jak to było ustalone na samym początku. -Livia rodzi, my sie musimy streszczac.
Tłum fanów zaczął wrzeszczec oraz skakac. Oczywiście ciąży dziewczyny nie można było ukryc, ale kiedy ludzie dowiedzieli się to i owo, to nie było żadnych hejtów tylko o dziwo gratulacje. Wydawało mi się, że czekanie na koniec show będzie szybkie i bezboleśne. Jak się okazało były to poprostu męki Tantala! Cały koncert trwał trzy godziny, co i tak było wystarczająco wyczerpujące. Każdy z nas wiedział, że po show uda się do własnych domów, jak się okazało – wszystkich wygnało do szpitala. Nawet Eleanor, Perrie i Danielle się w nim pojawiły! 
Kiedy skończyliśmy śpiewac "I want" rzuciliśmy mikrofonami o podłogę, wcześniej dziękując za to show. Nie zwracając najmniejszej uwagi na menagera czy ochroniarzy pobiegłem w stronę parkingu i wsiadłem do vana czekając z niecierpliwością na kierowcę który przyszedł po dwóch minutach które ciągneły się jakby była to godzina!
Do szpitala wparowałem cały spocony, z odpiętą marynarką oraz rozwiązanym krawatem. Kompletnie nie ogarnięty zacząłem szukac jakiejkolwiek sekretarki która o dziwo cały czas stała obok mnie i pytała czy wszystko w porządku. Kobieta była na tyle uprzejma, że zaprowadziła mnie pod sale w której obecnie leżała moja dziewczyna z małą Hayley. Podziękowałem pielęgniarce i cichutko zapukałem w drzwi sali.
Dziewczyna leżała na łóżku. Spała. Obok niej znajdowało się łóżeczko w którym znajdowała się mała, pulchniutka dziewczynka z różowymi policzkami. Równierz spała. Westchnąłem cicho zabierając krzesło i siadając na nim. Wyjąłem telefon z kieszeni i napisałem krótkiego tweeta oraz wrzucając zdjęcie mojej córki. Odpowiedziałem przy okazji na kilka tweetów i wyszedłem z sali by porozmawiac z doktorem na temat stanu zdrowia dziewczyn które są teraz dla mnie najważniejsze na świecie.
 Obydwie były zdrowe więc o nic więcej nie pytałem. W bufecie kupiłem sobie niegazowaną wodę i od razu wróciłem pod salę przed którą dostrzegłem moich znajomych. Uśmiechali się od ucha do ucha. Weszłem do sali i kiwnąłem głową by weszli za mną. Livia wciąż spała jak zabita, tak samo jak mała dziewczynka. Uśmiechnałem się sam do siebie.
-Jaka śliczna! - powiedziała Danielle, Eleanor i Perrie chórkiem, zaśmiałem się pod nosem, no ba! Oczywiście, że śliczna, bo w końcu moja. 
 Usiadłem na łóżku dziewczyny ponieważ krzesło zajeła Lucy która posłała Harremu czułe spojrzenie, ten tylko poruszał brwiami i mruknął:
-Wieczorem.  

Wszyscy musieli to usłyszec bo każdy sie zaśmiał powodując obudzenie Livi. Pocałowałem dziewczynę w policzka, a ta zaczeła mnie okłądac pięsciami.
-Za co do cholery?! - pisnąłem
-Za ból do cholery! Nigdy więcej!-Dobra, dobra. Nigdy więcej rodzenia małych Horanków. Spoko, zrozumiałem. - powiedziałem kiedy wylądowałem na ziemi
Hayley właśnie w tym momencie obudziła się i zaczeła płakac. Ponownie tego dnia uśmiechnąłem się pod nosem podchodząc do łóżeczka i zabierając na ręce dziewczynkę. Ta wcale nie przestała wylewac swoich łez. Pocałowałem dziewczynkę w czoło i podałem ją swojej dziewczynie która poprosiła nas byśmy wyszli, co tak uczyniliśmy.
-Niall, możemy pogadac? - spytał Harry podchodząc do mnie, kiwnąłem głową i odeszliśmy kilka kroków od uradowanych przyjaciół -Muszę ci coś powiedziec.
-Słucham. - odpowiedziałem uśmiechając się pod nosem
-Livia i ja...Hayley to moja córka. Nie twoja.
I nagle cały świat legł w gruzach. 

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 19

Napisałam sobie rozdział w czasie wolnym.
Troche źle mi sie pisało ten rozdział, zwłaszcza, że to już OSTATNI rozdział na tym blogu. Proszę każdego kto to czytał niech skomentuje, nawet głupia kropka mnie zadowoli...

19) Każdy wie, że Niall Horan będzie walczył, jeśli chodzi o jedzenie, więc nie ma co się oszukiwac

miesiąc później

-Nagrodę za najlepszy hit 2012 roku otrzymuje.... ONE DIRECTION! - werdykt który ogłosił Jay-z podczas gali American Music Awards.
Przez pięc sekund siedziałem oszołomiony. JAK TO MY?!
Wstałem z resztą zespołu ucieszeni z tej nagrody. Nie obeszło się bez skakania i przytulania, jednak po kilku sekundach ogarneliśmy się i weszliśmy na scene z bananem na twarzy. Każdy z nas dostał po statuetce. Liam dostał jako pierwszy mikrofon. Nikt z nas nie przygotował się na przemówienie, dlatego, że ten tydzień był naprawdę zwariowany. Próby, próby i jeszcze raz próby do światowego turnee. Mieliśmy odwiedzic ponad 100 krajów, dac ok. 300 koncertów i jakieś 50 wywiadów. Trasa ma trawac dziewiec miesięcy.
Po odebraniu dwóch kolejnych statuetek przyszedł czas na nasz występ. Mieliśmy zaśpiewac piosenkę która tak naprawdę odmieniła nasze życie; What Makes You Beautiful . Od niej wszystko się zaczeło, sława, fani, koncerty, wywiady. Przebrałem się w czerwoną bluzę, białą koszulkę i kremowe spodnie. Włosy przeczesałem dłonią i wyszedłem z garderoby. Za sceną stała Eleanor, Danielle, Pierrie, Livia i nowa dziewczyna Harrego – Lucy. Kto by się spodziewał..Była dziewczyna mojego brata zostanie dziewczyną mojego najlepszego kumpla. Można powiedziec, że chłopaki z One Direction mają już skradzione serca. Pocałowałem Livię w policzek i zabrałem mikrofon. Stanąłem na krzyżyku z moim imieniem. Wziąłem głęboki wdech po czym kurtyna odsuneła się powodując tym samym krzyki fanek oraz wielu sławnych ludzi. Uśmiechnąłem się sam do siebie.

Po skończonej gali wszyscy udali się na after party. Podobno, One Direction wniosło na impreze wiele szczęścia oraz pozytywnej energii, tak twierdził Nick Grimshaw oraz Caroline Flack. Bawiliśmy się na tej imprezie z godzinę może dwie, a potem całą dziesiątką wróciliśmy do hotelu kompletnie pijani. Każdy z imprezowiczów wiedział, że będziemy jutro na pierwszych okładkach. Ale czy kogoś to w obecnej chwili obchodziło? Nie.
Rano, gdy obudziłem się poczułem okropny ból w tylnej części głowy. Klnąłem pod nosem jak opętany, ale wiedziałem, że ból nie przejdzie. Garnitur nasiąkł alkoholem oraz papierosami. Flee. Zrzuciłem przebranie rzucając go w kąt łazienki. Wziąłem solidny ale szybki prysznic. Po kilku minutach zapach alkoholu zszedł i został zastąpiony wodą kolońską. Zszedłem na dół do hotelowego bufetu w którym zastałem Harrego, Lucy, Livię i Louisa. Uśmiechnąłem się kiedy dziewczna pomachała w moim kierunku, odmachałem na co tłum fanek któe znajdowały się za drzwiami zapiszczały. Moja głowa automatycznie eksplodowała. Pokazałem na migi, że cholernie boli mnie głowa, ale fanki najwyraźniej tego nie zrozumiały dlatego wziąłem z recepcji flamaster i kartkę na której wielkimi, drukowanymi literami napisałem; "CISZEJ. GŁOWA PĘKA PO WCZORAJSZYM AFTER PARTY". Posłałem dziewczynom słaby uśmiech po czym udałem się na śniadanie. Głód dawał się we znaki od dobrych paru minut.
-Jestem potwornie głodny. - mruknąłem zajmując miejsce obok Livi
-Niall, powiedz mi, kiedy ty nie byłeś głodny? Powtarzam, NIE byłeś głodny? - spytał Louis
-Fakt.
Kelner przyniósł mi talerz z jajecznicą, groszkiem i bekonem. Od razu zabrałem się za jedzenie tego śniadania. Nie było ono wyśmienitę, bo nie było robione przez moją mamę ale chodz odrobinę zaspokoił mój głód. Po dwudziestu minutach dołączyli do nas pozostali. W Los Angeles mieliśmy spędzic jeszcze trzy dni, miał odbyc się jeszcze jeden wywiad a potem wolne. Planowaliśmy wspólny wypad do Disneylandu, oczywiście był to pomysł Liam'a. Wszyscy ochoczo się zgodzili, zwłaszcza, że od dawna nie spędzaliśmy razem czasu, nawet media zaczeły swoje spekulacje, że podobno One Direction rozpada się, bo wcale nie spedzamy ze sobą czasu. No ja was prosze! Spędzamy ze sobą dużo, dużo czasu. Wiecej niż za czasów xFactora. Nie moja wina, że spędzamy go w domu któregoś z chłopaka, albo w kampusie. Nikt z nas nie ma poprostu siły by wybrac się gdzieś wspólnie. Co prawda w ciągu tego miesiąca zaliczylismy jedną impreze przez którą dostaliśmy niezły opierdol od Paula. Nie moja wina, że alkohol uderzył nam do głowy, a Zayn sam nam go dostarczał. Nawet nas namawiał! Oczywiscie, Zayn liczy się jako wszyscy. Więc i wszyscy dostali opierdol.
-Idziesz? - spytała Livia ubierając na siebie sweter
-Hę?
-Pytałam czy idziesz z nami na kręgle dzisiaj.
-Jasne.
Wstałem z krzesła dopijając jeszcze herbatę która znajdowała się w mojej szklance i ruszyłem za przyjaciółmi chwytając tym samym Livię za rękę. Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem w policzek. Niech się fani nacieszą naszą obecnością. Zdążyliśmy zaledwie wyjśc z stołówki a krzyk fanów rozległ sie po całym holu. O dziwo wcale nam to nie przeszkadzało. Pomachaliśmy w ich kierunku i wspieliśmy się po schodach w kierunku naszych pokoi w których przebierzemy się i pojedziemy razem na kręglę.
Tym razem powiadomiliśmy Paula o tym, że wychodzimy, nie tak jak to było w przypadku imprezy. On nie miał nic przeciwko, załatwił nam trzech ochroniarzy i podwózkę. Po dziesieciu minutach cała dziesiątka pojawiła się w holu. Mieliśmy wyjśc głównym wyjściem żeby pokazac się fanom, dac kilka autografów, zdjec.
Kiedy ochroniarz otworzył nam drzwi wrzask fanów rozległ się po całej ulicy. Uśmiechnąłem się sam do siebie i rozdałem kilka autografów tak jak i zdjęc powodując uśmiech na twarzy kilkoro dziewczyn.
 Na całe szczęście na kręgielni było mało ludzi, ale jak zobaczyli od razu podeszli i poprosili o autograf. Posłusznie podpisaliśmy karteczki i wykupiliśmy dwa tory. Znowu postanowliśmy zrobic konkurs, ta drużyna która przegra stawia tej drugiej po pizzy. Wszyscy ochoczo sie zgodzili, i rozpoczeliśmy wojnę o jedzenie. Każdy wie, że Niall Horan będzie walczył, jeśli chodzi o jedzenie, więc nie ma co się oszukiwac. One Direction wygra ten mecz.

piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział 18

Nie najdłuższy i nie najlepszy. Przepraszam... ;'(To już ostatni rozdział tego bloga. Za tydzień w piątek/sobotę dodam tutaj epilog. Ewentualnie wcześniej. Potem dodam tutaj podziękowania. Oczywiście nie przestaje pisac, broń Boże! Będe pisac opowiadanie o Larrym (KLIK) oraz o Natalie która dostała się na casting (KLIK). Proszę o komentarze. 


18) Wio koniku! Wio!




Usiadłem wygodnie przed oknem rozkoszując się ciepłą herbatą z sokiem malinowym i odrobiną rumu. Pogoda za oknem niczym nie zmieniła się. Wciąż z nieba spadały małe płatki śniegu. Z każdą godziną było ich coraz więcej aż powodowało to zaspy oraz zamknięcie niekótrych ulic Londynu. Tak było w przypadku drogi na której mieszkali chłopcy i nie mogli dostac się do swojego domu, dlatego pozwoliłem im zostac w moim i Livi towarzystwie. Zayn zadbał o alkohol, Liam z Harrym o ciepło w kominku. Drogi miały byc odśnieżone dopiero za trzy, cztery godziny, dlatego całą paczką usiedlismy przed telewizorem i zatopiliśmy swoje oczy w jakimś filmie.
Wszyscy byli strasznie zmęczeni po koncercie charytatywnym który odbył się dzisiaj w Londynie. Padaliśmy na ryj, zwłaszcza, że dzień przed tym mieliśmy impreze przez którą nieco ucierpiała moja głowa. Ale przez najbliższe dwa tygodnie mieliśmy miec spokój, dlatego postanowiłem z Livią spędzic ten czas w naszym rodzinnym mieście – Mullingar. Wylot mamy dopiero jutro po południu dlatego jak narazie żadnemu z nas wcale się nie śpieszyło z pakowaniem.
Nasz związek został ujawniony przez jednego idiotę. Był tak zauroczony naszym związkiem, że wrzucił nasz zdjęcie jak trzymamy się za ręce wychodząc z hali. O kim mowa? No oczywiście, że o Liamie! Jak dotąd wcale mu jeszcze tego nie wybaczyłem. Miałem ochotę się zemścic i dobrze wiedziałem jak.
Wstajac z parapetu odłożyłem kubek na blat kuchenny. Z salonu słychac było śmiechy. Puścili jakąś komedię? Nie sądze, Liam pewnie chciał jakąś bajkę z Disneya, Harry i Louis chcieli zobaczyc ponownie jakąś komedię romantyczną, a Zaynowi było wszystko obojętnę. Wystarczała mu Pierrie i sypialnia.
Usiadłem pomiędzy Liamem a Livią. Objąłem dziewczynę ramieniem i pozwoliłem by położyła swoją głowę na moim ramieniu. Dopiero teraz zorientowałem się, że chłopaki puścili jakiś horror. Posłałem Liamowi spojrzenie pełne mordu po czym wyjąłem z kieszeni bluzy łyżkę którą pomachałem przed oczami chłopaka. Ten jak poparzony wskoczył na kolana Danielle. Oczywiscie w moim spisku udział równierz brał Harry który wszystko kamerował.
-Niall ja cię prosze. - pisnął
-To się drogi Liamie nazywa zemsta. - mruknąłem przybliżając do niego narzędzie zbrodni
Do pokoju wparował jeszcze Louis cały w śniegu. Jęknąłem.
Liam wstał z kolan Danielle i uciekł ubierając na siebie buty, czapkę, szalik i kurtkę. Po chwili obaj z Louisem uciekli na dwór. Spojrzałem zza okno i zauważyłem, że ta dwójka idiotów zrobiła sobie bitwę na śnieżki. Zaśmiałem się ubierając się cieplej i wyszedłem na dwór. Po pięciu minutach dołączyła do nas pozostała paczka. Postanowiliśmy podzielic się na grupy. Pierrie, Danielle, Eleanor i Livia przeciwko mną, Liamem, Harrym, Louisem i Zaynem. Co prawda podział nie był fair ale wszyscy się zgodzili.
Po kilku minutach zaczeła się istna wojna. Louis biegał po całym ogródku z śnieżkami goniąc swoją dziewczynę, gdy ją w końcu dopadł, rzucił się na nią lądując na śniegu. Wtarł w jej twarz odrobinę puszystej brei. Liam uciekał przed Danielle, a gdy w końcu ona dopadła jego ten odwrócił się tym samym uderzając się w czoło dziewczyny i lądując na ziemi. Pozostałem jedyny z Zaynem, Livią i Pierrie. Rzucaliśmy w nie śnieżkami, a one w nas. W pewnym momencie dostałem śnieżką Pierrie w twarz. Usłyszałem jeszcze, że ktoś robi mi zdjęcie. O nie! To zdjecie za Chiny nie pojawi się na twitterze, nie ma mowy!

Rzuciłem sie na Zayna. Oplątłem jego kark, a ten chwycił mnie za nogi i takim sposobem przebiegliśmy pół ulicy. Malik ciężko dyszał. Hej! Nie jestem aż tak ciężki. Poklepałem przyjaciela, głośno krzycząc;

-Wio koniku! Wio!

Poczułem jak mulat przewraca się. Wylądowaliśmy na lodzie śmiejąc się z własnej głupoty. Ten debil właśnie poślizgnął się na lodzie! Jak Paul dowie się co my odwalamy to zabroni nam się spotykac, zrobi nam kwarantane byle by utrzymac zespół w całości.
Po chwili podbiegli do nas pozostali śmiejąc się z nas. Ten dzień mogę zaliczyc do jednych z udanych. Od dawna się tak dobrze nie bawiłem w towarzystwie tej czwórki. Zawsze każdy był spięty, każdy był ustawiony po kątach, nikt z nas nie mógł robic co chcemy. Wszystko było ustawione.


No i Hazz czuwa all day all night!



piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 17

Woooho! Chyba napisałam epic finish. Nie bierzcie na poważnie tego rozdziału, bo jak mniemam dodam jeszcze jeden, a potem epilog. Po częsci się ciesze, bo to w końcu już moje drugie opowiadanie które skończe, ale równierz się smucę. BO TO W KOŃCU KONIEC. A kto lubi końce? Nikt. Jak wam podoba się nowy wygląd bloga? Mnie bardzo! No ale dobra, macie tutaj rozdział; 

17) Kogo ja oszukuje!


"They don’t know what we do best
It’s between me and you
Our little secret (...)"
~ One Direction - They Don't Know About Us

Dwa tygodnie później ;

Sheffield - miasto i dystrykt metropolitalny w północnej Anglii w hrabstwie metropolitalnym South Yorkshire.
Mój pierwszy koncert od odejścia.
One Direction nagrało płytę do końca, a na dzisiejszym wydarzeniu miało zagrac aż dwie piosenki z nowego albumu! Tym samym mieliśmy zareklamowac kupno. Wybór piosenek na dzisiejsze show sprawiało nie lada wyzwanie. Paul mówił, że mamy zagrac zamiast What Makes You Beautiful nowy kawałek z płyty Take me home – Live While We're Young. Ale sprzeciwialiśmy się takiemu pomysłowi, bo przecież co to za koncert bez piosenki przez którą wszystko się zaczeło? Mimo to, utwór propujący nowy krążek i tak zostanie zaśpiewany, tak samo jak Last First Kiss. Przekonanie Paula do tej piosenki zajeło mi więcej niż godzinę. Louis sprzeczał się o C'mom C'mon, Zayn cały czas zostawał przy Heart Attack, a Harry miał to wszystko gdzieś. Zresztą od pewnego czasu zachowuje się podejrzliwie. Kompletnie nic go nie rusza.
Livia? Ah. Po jej telefonie zaorientowałem się, że pewnie pierwsze hejty spłyneły na dziewczynę. Nie były one byle jakie, bo dotyczyło one zarówno mnie jak i całego zespołu. Później tego samego wieczoru zrobiłem jeszcze krótkiego twitcama i sprostowałem sprawe, że Livia jest naprawde świetną dziewczyną i nie warto jej krzywdzic skoro wcale jej się nie zna. Najwyraźniej wszystko się uspokoiło skoro dziewczyna nic mi nie mówi na ten temat.
Ale wracając do koncertu.
Dzisiejszego wieczoru miałem spędzic dwie godziny i trzydzieści minut na śpiewaniu piosenek i wygłupach na scenie. Nie robiłem tego od trzech miesięcy. Czułem się jak dziecko które dostało właśnie jakiś cukierek i zastanawia się czy go zjeśc czy jednak zostawic go na późniejszą okazję. Jednak, każdy zna Nialla Horana i wie, że zje cukierka. Szczęscie doskwierało mi praktycznie na każdym kroku. Nawet nie zdążyłem się martwic o to czy jakaś głupia dziewczyna zacznie mnie hejtowac na środku sceny. Miałem wszystko gdzieś. Teraz liczyło się jedynie moje szczęscie.
Na koncert zostali zaproszeni moi rodzice oraz Lucy która jak się okazało, nie jest już dziewczyną Grega, jednak dobrymi znajomymi. Mówiłem! Mówiłem, że długo ze sobą nie będą? Wiedziałem! Poza nimi, na wydarzeniu mieli pojawic się równierz Danielle, Elanor, Pierre oraz rodzina chłopaków. Mimo, że to show nie było tak ważne jak występ w Medison Square Garden traktowaliśmy to na poważnie.
Paul zrobił jeszcze szybkie spotkanie ze zespołem oraz z nami. Przypomniał nam grafik występów który już mam wykuty na pamięc. Zaczynamy piosenką
Up All Night, Gotta be You, More Than This, I wish, potem jest przerwa. Następnie śpiewamy Live While We're Young, Moments, Gotta be You, Save you Tonight, Stand Up. W międzyczasie na telebinie mają pojawic się pytania od fanów zadawane na twitterze, kilka naszych zdjec oraz filmików. Ostatnimi piosenkami jakie śpiewamy jest; Tell Me a Lie, Everything About You, Stand Up. Koncert kończymy piosenką z nowego albumu – Last First Kiss.
Po spotkaniu ostatnią rzeczą jaką mieliśmy zrobic, to wziąśc prysznic, przebrac się w ubrania w których występujemy i iśc do pomieszczenia w którym jest robiony makijaż. Każdy z nas posiadał właśną garderobę więc bójki o prysznic nikt nie przewidział. Jak widac – Paul zadbał nawet o najmniejsze szczegóły.
Pierwszym strojem jaki musiałem miec na sobie to zwykła prosta czerwona koszulka polo, szary sweter oraz kremowe spodnie. Zestaw jak zawsze mi się bardzo podobał, gdyż był wygodny oraz urozmajcony w kolory.
Stylistki nałożyły na moją twarz odrobinę pudru, włosy postawiły lekko na żelu i po chwili byłem gotowy by dac pierwszy koncert od czasu odejścia. Wydawało mi się, że zaraz moje serce wyskoczy z piersi. Czułem się niesamowicie dobrze jak i byłem zdenerwowany.
Gotowy zabrałem mikrofon – ten z flagą irlandzką – i zabrałem się do rozgrzania swojego głosu wraz z nauczycielką śpiewu jak i chłopaków. Zajeło nam to piętnaście minut, za drugie tyle miałem stanąc na scenie.
Livia dostała wejście za scene jak i sam bilet na koncert w pierwszym rzędzie tak jak i pozostali. Usiadłem obok dziewczyny która wlepiła swój wzrok w kable które podłączone były do sprzeętu muzycznego. Położyłem głowę na ramieniu dziewczyny, a ta się wzdrygneła. Jęknąłem cicho kiedy ujrzałem na zegarku, że dokładnie za dziesiec minut będe wydzielał z siebie hormony szczęścia.
-Boję się. - mruknąłem
Poczułem, że Livia wlepia swoje oczy w moją głowę. Podniosłem ją i spojrzałem w jej ślepia. Dopiero teraz dostrzegłem w niej swoje odbicie. Była niewinna, krucha jednak stanowcza. Właśnie to w niej lubię. Nigdy się nie poddaje, zawsze wierzy w coś nieosiągalnego.
Kolejny raz coś z moim sercem sie stało. Tym razem serce wywineło mi kilka koziołków. Może chłopaki mieli racje? Lece na nią? O Boże.. Kogo ja oszukuje! Tak, Niall Horan leci na tą tutaj kompletnie bezbronną dziewczynę. Zdałem sobie z tego sprawe po trzech miesiącach znajomości. Lepiej później niż wcale, prawda?
-Niall Horan boi się koncertu? - spytała niedowierzona
Pokiwałem głową, ponieważ nie byłem w stanie wydusic ani słowa. Tak cholernie ją kochałem...
Jeden z operatorów podszedł do mnie i oznajmił bym już stanął przed sceną. Nie. Nie mogę. Jeszcze nie teraz.

"I wanna be last, yeah,
Baby let me be your,
Let me be your last first kiss,
I wanna be first, yeah
Wanna be the first to take it all the way like this,
And if you only knew,
I wanna be last, yeah,
 Baby let me be your last (...)"
 ~ One Direction - Last First Kiss

Chwyciłem podbródek Livi i uniosłem go na wysokości moich oczu. Jej niebieskie oczy były wypełnione strachem, niepewnością oraz miłością. Policzki dziewczyny momentalnie zaczerwieniły się. Zaśmiałem się pod nosem, ale już po chwili na jej malinowych ustach złożyłem pocałunek. Zaskoczyło mnie, że dziewczyna oddaje równierz go. Wbiła mi się w wargę. Na języku poczyłem gorzki smak krwi. Uśmiechnąłem sie między pocałunkami. Spragnieni powietrza oderwaliśmy się od siebie. Livia schowała wzrok w butach. 
-Kocham cię. - szepnąłem do jej ucha po czym wstałem i ruszyłem na estrade, odwracając sie w między czasie zauważyłem skrawek bluzy dziewczyny która najwyraźniej poszła zając swoje miejsce w pierwszym rzędzie.
Stanąłem obok Zayna któy najwyraźniej musiał widziec zdarzenie sprzed kilku minut bo chłopak posłał mi całusa, jego gest powtórzyli Louis, Liam i Harry. Machnąłem w ich kierunku ręką i przyłożyłem mikrofon do ust sprawdzając czy działa. Uśmiechnąłem się pod nosem, w końcu zaczynam życ od nowa.
Nowy Niall Horan się narodził.
I pomyślec, że to wszystko dzięki Livi Adams.
Dziewczynie z Mullingar.
Dziewczynie Nialla Horana.



A w między czasie zapraszam na mój blog ; http://1d-kocham-cie.blogspot.com/ na którym pojawił się już rozdział pierwszy :)

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 16

Hej. Dodaje sobie rozdział. Wiem, spieeeeprzyłam go. Mniejsza z tym xd Mam nadzieje, że wam się podoba. Potrzymam was chwile w napięciu.
+ PRZEWIDUJE JESZCZE OK. 5-8 ROZDZIAŁÓW NA TYM BLOGU.  Tutaj będe pisała kolejne opowiadanie o 1D ; http://1d-kocham-cie.blogspot.com/




16) Zaraz będe. 

Obudziłem się zlany potem. Do pokoju padało jasne światło słoneczne. Mój oddech był przyspieszony niczym wyścigówka na torze. Jęknąłem cicho kiedy wylądowałem na panelach ciągnąc za sobą kołdrę i poduszkę. A więc to był tylko sen? Nawet i lepiej. Mam jeszcze czas by ostrzec Livię przed Harrym.
Pozbierałem resztę swojej godności z ziemi i poszedłem do łazienki gdzie wziąłem prysznic. Przebrałem się w czarne spodnie dresowe i białą bluzkę. Pościeliłem jeszcze łóżko po czym zszedłem do kuchni.
Jeszcze nie zdążyłem się zapoznac z rozmieszczeniem narzędzi, ale mam nadzieje, że stanie się to szybko bo głód dawał się we znaki. Wyjąłem z szuflady patelnie na którą wbiłem pięc jajek. Pokroiłem w kosteczkę szynkę którą równierz wrzuciłem na patelnie i zacząłem mieszac. Ekspres do kawy zaczął piszczec co znaczyło, że kawa jest już gotowa.
-Co jemy?
Odwróciłem się. Za mną stała Livia w roztrzepotanych włosach i niewyraźnym wyrazem twarzy. Zaśmiałem się, na co dziewczyna uderzyła mnie ścierką.
-Jajecznica. - odpowedziałem nakładając posiłek na talerz -Na którą masz na uczelnie?
-Na jedenastą. - odparła -Mam jeszcze sporo czasu.
-Podwioze cię. I tak musze wpaśc jeszcze do chłopaków. - mruknąłem
Nie jestem pewien czy wierzyc w to, że tamto zdarzenie było snem. Wydawało się tak realne...Cały czas zadręczałem się tym pytaniem ; Czy to była prawda? A może dopiero się to wydarzy, i ten sen był ostrzeżeniem? Sam już nie wiem w co myślec.
Zegar na ścianie wskazał dziesiątą trzydzieści pięc dlatego wdrapałem się do swojego pokoju gdzie przebrałem spodnie na zwykłe jensowe. Gitarę spakowałem do pokrowca, do plecaka wrzuciłem portfel, prawo jazdy i kilka niezbędnych rzeczy. Spryskałem się jeszcze wodą kolońską i wyszedłem z pokoju zabierając swoje rzeczy. Na dole narzuciłem na ramiona czerwoną bluze i ubrałem czarne trampki. Chciałem już krzyknąc na Livie by się pośpieszyła bo się spóźni na pierwsze swoje zajęcia na uczelni ale dokładnie w tym samym czasie schodziła po schodach. Miała na sobie miętowe spodnie, białą bluzkę i czarne vansy. Włosy spięte miała w niechlujnego koka. Uśmiechnąłem się do niej, a ta oddała tym samym gestem.
Otworzyłem drzwi dziewczynie by mogła wejśc do samochodu. Gitare położyłem na tylne siedzenie, a do odtwarzacza włożyłem płytę "Up all night". Czas się przyzwyczaic.
Wraz z Livią śpiewaliśmy kawałki piosenek z krążka. Szczerze powiedziawszy dawno się tak nie czułem. Brakowało mi bratniej duszy z którą mógłbym pogadac na tematy o których nie mogę porozmawiac z chłopakami.
Podjechałem na parking. Uczelnia była ogromna. Brązowy kamień, duże okna.
Nie mineła chwila a przechodzący studenci gapili się we mnie i piszczeli. Zaśmiałem się.
-Odprowadzic cię? - spytałem
-Jeszcze zostaniesz zgwałcony. - mrukneła uśmiechając się od ucha do ucha
-Daj spokój. Najwyżej będziemy na pierwszych stronach gazet plotkarskich.
Wyszedłem z samochodu i automatycznie rozległ się pisk. Zaśmiałęm się, ale już po chwili pojawiłem sie u boku Livi. Czułem, że tysiące ludzi robi nam właśnie zdjecia. Trudno, najwyżej jutro znajdę sie z dziewczyną na okładkach gazet z dopiskiem "Niall Horan odprowadza swoją koleżankę na uczelnie". Ależ niesamowite.
-Dzięki. - mrukneła Livia przytulając się do mnie -To będzie cieżki dzień.
-Ej, wszystko będzie dobrze! O której kończysz?
-O szesnastej. Przyjedziesz? -spytała, w jej oczach dostrzegłem nadzieje i miłośc
-Jasne. Do zobaczenia.
Dziewczyna znikneła za murami uczelni. Uśmiechnąłem się.
Zszedłem po schodach i omal nie zaliczyłem gleby. Ktoś bardzo mądrze podrzucił mi pod nogi skórkę banana. Zaczyna się. Hejtowanie, eliminacja z zespołu. Aż skacze z radości. Hura.
Rozdałem pod uczelnią kilka autografów i zrobiłem sobie zdjecia, po telefonie Paula który mówił, że mam się pośpieszyc bo za dwie godziny mamy wywiad wsiadłem do samochodu i pojechałem prosto pod miejsce gdzie miał się on odbyc.
Londyn właśnie w tych godzinach ożywał, dlatego nie lubiałem jeździc samochodem o tej porze. Ludzie śpieszyli się do pracy, inni na uczelnie a jeszcze inni bo im się nudziło i postanowiło wyrac się na jakąś wycieczkę zdala on miasta. Właśnie w tych chwilach dostawałem zawsze zawału. Postanowiłem wykorzystac tą sytuacje i nauczyc się paru kwesti piosenek. Wyjąłem z plecaka plik karteczek i zacząłem się uczyc.
Samochody trąbiły na siebie przez co skupienie wychodziło mi niezbyt dobrze. Z minuty na minuty z moich ust wydobywały się przekleństwa.
Pogoda na dworze była niesamowita! Słońce przygrzewało dach samochodu przez co robiło się w nim duszno. Klimatyzacja nie dawała żadnego skutku dlatego otworzyłem okno. Po piętnastu minutach w korku który naszczęscie ruszył, z nieba spadły małe krople deszczu, jednak nadal pozostawał skwar który dawał się we znaki.
Chwile później znalazłem się na parkingu studia. Paul niecierpliwie czekał na mnie przed tylnym wejściem. Przeklnąłem cicho. Zabrałem gitare z tylnich siedzeń, plecak ubrałem na plecy i wybiegłem z samochodu. Do wywiadu zostało trzydzieści minut. Paul już chciał na mnie wrzeszczec, że się spóźniłem ale wyprzedziłem go.
-Oszczędz.
Szybko znalazłem swoją garderobę którą jak najwyraźniej dzieliłem z Zaynem. Spojrzał na mnie jak na idiotę i podał mi wieszak z moim strojem na dzisiejszy występ. Zabrałem go i pognałem pod prysznic który wziąłem ekstremalnie szybko. Potem był równierz szybki makijaż i wyjście na estradę. Prezenterka już siedziała na swoim miejscu, tak samo chłopaki. Usiadłem obok Louisa i zabrałem mikrofon. Kamerzysta odliczał czas do rozpoczęcia programu. Jak najwyraźniej się nie spóźniłem.
-Dzień dobry! Dzisiejszy wywiad przeprowadzimy ze sławnym brytyjsko-irlandzkim zespołem! - prezenterka zaczeła swoje przedstawienie -Niall. - zaczeła -To w końcu jesteś w zespole czy nie?
-Cały czas byłem. - odpowiedziałem pewnie -Tamto było poprostu wygłupem. Założyłem się z Harrym, że jeżeli powiem chłopakom, że odchodze to napewno zaczną płakac. Jak się okazało, wygrałem.
-Czyli rozumie, że ta cała szopka była jednym głupim zakładem?
-Tak.
-Myślisz, że fani ci to wybaczą?
O ile mam tych fanów.
-Skoro są naszymi fanami, to czemu nie?
-Racja.
Prezenterka zadawała jeszcze kilka pytań dotyczących naszej trasy koncertowej, płyty która musi miec zmieniony termin wydania, ponieważ przez moją głupote zostaje ona przesunięta na nieokreśloną datę. Posypały się równierz pytania o tatuaże Zayna i Harrego. Directioners twierdzą, że toczą oni wyścig kto wiecej sobie ich zrobi, oni od razu zaprzeczyli, że to nie oto chodzi. Poprostu je lubią i sobie je robią.
-Niall, Harry. Kolejne pytanie kieruje tylko i wyłącznie do was. Od pewnego czasu widziani jesteśce w towarzystwie dziewczynie. Zdradzicie kim jest ta owa istotka która może posmakowac życia wśród gwiazd? - na telebinie pojawiło się moje zdjecie z Livią dzisiejszego dnia kiedy obejmuje ją i życze jej powodzenia. Mimo to, zdjecie zostało zastąpione tym na którym Harry tańczy na ostatniej imprezie z Livią. Kolejny moment kiedy coś w moim sercu się przewraca, oddech przyśpiesza.
-Tak, to moja przyjaciółka. Poznaliśmy się kiedy byłem w Mullingar i jakoś się ze sobą zżyliśmy. - odpowiedziałem
Teraz odpowiedzi Harrego bałem się najbardziej. Ten cały wywiad był taki sam jak ten w moim śnie. Tylko teraz wiedziałem co się zdarzy. Jęknąłem kiedy Harry przybliżył mikrofon do ust.
-Całkiem miła osóbka. Poznałem ją na imprezie gdzie chłopaki zorganizowali ognisko. Ale nie widze, żeby coś nas łączyło oprócz czystko koleżeńskich relacji.
CZY-CZY-CZYSTKO KOLEŻEŃSKICH RELACJI?
Kamień spadł mi z serca, jednak to nie oznacza, że nie będe ostrzegał Livi. Zrobię to jeszcze dzisiaj kiedy wrócimy do mieszkania.
Reszta pytań dotyczyła prostych spraw. Kiedy spotkamy się z rodziną, jak układa się Zaynowi z Perrie, Liamowi z Danielle czy Louisowi z Eleanor.
Dwie godziny później leżałem na łóżku w swoim pokoju i tweetowałem do ludzi. Kilka z fanek poprostu nie wierzyło, że odeszłem z zespołu dlatego, że sie założyłem o to z Harrym. Jeszcze inne hejtowały mnie do czego już zdąrzyłem przywyknąc.
Po chwili beszczynnego leżenia i słuchania muzyki zadzwonił telefon. Była to Livia. Odebrałem.
-Mam juz po ciebie przyjechac? Nie ma jeszcze szesnastej .. - powiedziałem
W słuchawce dziewczyny usłyszałem cichy szloch. Usiadłem na łóżku.
-Livia, coś ci się stało?
-Niall, prosze przyjedz po mnie. Nie wytrzymie tu.
-Zaraz będe.